ZAKOCHAJ SIĘ W SOBIE I WIOŚNIE

-wedyjskie sposoby na pełną lekkości i nowego życia wiosnę


Gratulacjom, zachwytom i uściskom nie było końca …

Przeżyliśmy najciemniejszą, najzimniejszą porę roku. Tę kocykowo–książkowo- herbatkową, ale jednak trudną, bliską naszemu pierwotnemu lękowi o przetrwanie. Ciemną i zimną, ze słońcem na kartki jak w PRL.

Gdzieś głęboko w naszym DNA mieszkają różne zimowe pytania.
Czy pod tym śnieżnym puchem jest pożywienie ? (i nie chodzi tu o zamrażarkę ;)).
Czy uda się rozpalić ogień ? (i nie myślę tu o tej romantycznej odmianie ognia przy kominku z czekoladą i winem ;)).

Udało się nam wyjść z zimowego przetrwania, relaksu i snu ku wiosennemu przebudzeniu.

Mama Ziemia budzi się, Ty też się obudź. Wiosennie.
Przeciągnij się, poleż jeszcze chwilkę, i póki leżysz wygodnie pomyśl, co chcesz by się stało, gdy wstaniesz.
Czego dziś chcesz dobrego dla siebie?
Pomyśl o tym, wybierz to sobie z rana.

Zasiewaj intencje krótkofalowo, tak zwane „na zaś” i długofalowo- to te, które nas zaskakują swoim spełnieniem, bo już o nich nie pamiętaliśmy. Jak cebulka na tyłach ogrodu, nie pamiętamy już czy to był tulipan czy żonkil, dopóki nie pojawiło się więcej zieloności i dodatkowych kolorów nad ziemią. Albo jak bambus – najpierw wolno się rozkręcał, a potem był jak odmiana Phyllostachys edulis i rośł przez jakiś czas te niewiarygodne 120 cm w ciągu 24 h.

Co chcesz aby wykiełkowało? Za jakimi nowalijkami w swoim życiu tęsknisz ?
Chcesz więcej lekkości po zimie? Lekkości w ciele? Lekkości w emocjach? Lekkości w myślach?
Niezależnie od pory roku chcesz więcej spokoju?
Chcesz wokół siebie większej ilości ludzi, którzy Cię rozumieją bez słów ?
Chcesz wyjść na rower co najmniej 3 razy w tygodniu?


„Mojej energii wystarcza na wszystko co dla mnie ważne”
„Mam tyle czasu na odpoczynek i przyjemności ile potrzebuję”

Oto przykłady takich intencji.

Gdy intencja rodzi się w naszej wewnętrznej ciszy, rozluźnieniu i płynie z głębi serca jest SANKALPĄ. Można poczuć jej lekkość, klarowność i moc.

Zupełnie tak, jak pisze Deborah Anne Quibell:

„Połączcie niewidzialną wstążką
swoje serce ze stopami
i podążajcie tylko w tym kierunku,
który was pociąga.”

Długofalowo możesz sobie nawet stworzyć swoją prywatną dziką łąkę intencji. Jedną z tych tak popularnych teraz dzikich łąk. Łąkę intencji. Bogatą, kolorową, bezkresną. Teraz wysiewasz nasionka, a potem wiosną, latem, jesienią robi się w Twoim życiu o wiele bardziej …
No właśnie, o wiele bardziej jak? Jak? Jak chcesz?
Różne gatunki intencji kiełkują, rosną, kwitną, możesz zobaczyć jak się spełniają, a finalnie stać pośrodku nich jak w polu maków, chabrów i słoneczników.


A jak tam inne obszary ?
Zejdźmy trochę na ziemię, bliżej Ajurwedy 😉

Bądź uważna, wiosna to mieszanka zimy i lata, więc kiedy trzeba wciąż trochę się jeszcze ogrzewaj, kiedy trzeba ochładzaj, żeby pozostać w równowadze. Co do ubrania, to nie jak „szczypiorek na wiosnę”, tylko bardziej na cebulkę. Warstwowo. Bo rano, gdy wychodzisz mogą być 2 stopnie, a potem 12 albo nawet 22. To wiemy, ileś już wiosen każda z nas ma na karku. Więc na to trzeba się przygotować, żeby w każdej chwili móc ochronić ciało, najpierw przed wychłodzeniem, potem przed przegrzaniem. Zadbać z czułością o ten niezawodny wewnętrzny termostat, okryciem go także od zewnątrz.

Skoro już słońce gości częściej na niebie, to czemu nie pobrać go trochę sobie z rana i uzupełnić magazyn wewnętrznego światła na rozwijający się dzień, nakarmić się tymi ciepłymi promykami. Możesz wysiąść jeden przystanek wcześniej, jeśli jedziesz do pracy komunikacją miejską. Droga do pracy może być drogą do PRANY, do Twojej energii, Twoim porannym ładowaniem baterii. Albo, jeśli to możliwe dla Ciebie, możesz zrobić sobie przerwę w swojej zdalnej pracy. Koło 10.00 na przykład. Rozhulaj swoją energię na cały dzień na małym spacerze. Może ktoś tam może ruszać myszką za ciebie przez ten czas gdy nie będzie Cię chwilowo w domu przy biurku 😉 Promienie słońca to bezwarunkowa miłość natury dla nas.

Postuluję tutaj od razu przy okazji, żeby oprócz tego smogowego pomiaru, który jest jakoś tak czasem przytłaczający, że aż ciężko oddychać, jeszcze pomiar stężenia miłości w powietrzu był dostępny od wiosny.
Co wisi w powietrzu ?
Miłość. I różne odczyty. Taki Premametr 🙂 Od słowa PREMA oznaczającego w sanskrycie czystą, szczerą, niezmienną miłość do wszystkich istot. Słupek zielony, niebieski, różowy, żółty. Miłość natury do nas – słońca, wiatru, deszczu, lasu, morza, gór. Miłość naszych przyjaciół, partnerów, rodzin. I bardzo duża szara strefa podwyższająca ogólny wynik pomiaru – nie wiemy co to dokładnie, ale Deepak Chopra wie, gdy pisze, że „Miłość wie, że istniejesz i troszczy się o Twoje istnienie „.

I jeszcze jeden love tip na wiosnę. Jak mieć więcej miłości dla siebie po zimie ? Każde, ewentualne, dodatkowe 100 gram wagi, które nam przybyło zimą, obdarzyć nieewentualną miłością. Poza tym zanurzone w miłości własnej ciało waży mniej. To takie nowe wedyjskie prawo Archimedesa 😉

A jeśli chcesz iść w stronę pożegnania dodatkowych gramów i kilogramów przed latem, co by kostium znów dobrze leżał ? Zacznij na początek jeść trochę lżej. Mniej cukru, mniej nabiału i mniej mąki. Mniej, mniej i mniej. Odbuduj swoją energię po zimie krok po kroku poprzez zredukowanie tego co cięższe.

A jeśli chcesz szybko zalkalizować ciało po zimie ? Codziennie przez kilka dni wyciśnij sobie sok z selera naciowego i jabłka i wypij pół szklaneczki, szklaneczkę na czczo. To będzie dobry początek.

Zaproś teraz też do swoich dań więcej zielonych warzyw, zielonych liści szczególnie – szpinaku, jarmużu, roszponki, rukoli, kiełków. Twoja wątroba, która jest głównym organem oczyszczającym lubi ten kolor baaardzo.

Chociaż jest już dużo cieplej nie rezygnuj jeszcze z kolendry, kopru włoskiego i kminu w formie herbatki (zmieszaj równe części każdej z przypraw). Bardzo ładnie wspomaga ona trawienie, oczyszczanie, usuwanie toksyn. Jest świetnym wstępem do gruntowniejszego oczyszczania.

Bo wiosna to jeden z dwóch najlepszych momentów w roku na oczyszczanie naszego ciała.
Dlaczego mielibyśmy cokolwiek oczyszczać?
Żeby zapobiec chorobom, które zwykle są pewnego rodzaju kumulacją niekorzystnych rzeczy – stresu, toksyn?
Żeby pozbyć się dolegliwości trawiennych, takich jak np. wzdęcia czy zaparcia?
Żeby poczuć się lżej i mieć więcej energii na wszystko na co chcesz mieć energię?

Powody mogą być różne, dla każdego inne. Zimą nabieramy trochę tej ciężkiej kanapowej energii, jemy ciężkie potrawy i o wiele więcej rzeczy z „czarniejszej listy”. U mnie były to bajaderki – serial o wielu odcinkach, kakałko – niezawodny przyjaciel, zapiekanki – powracająca zimowa nostalgia we współpracy z siostrą, mascarpone z rodzynkami i inne hity z rodziny „comfort food” 😉
Im więcej jest takich jedzonek, im więcej stresu i im mniej dbania o siebie, tym więcej chaosu i nierównowagi powstaje z czasem w naszym organizmie. Ładnie widać to w angielskich słowach oznaczających chorobę (=dis-ease) oraz zaburzenie (=dis-order). Ładnie widać to na języku. Widać to w różnych miejscach. Ciało utraciło pewną harmonię, pewien ład i trzeba go przywrócić.

Zupełnie tak samo jak z trawnikami po zimie – trzeba pograbić liście, usunąć psie kupy, pozbierać śmieci i uwolnić przestrzeń na tę soczystą zieloność, lekkość, energię i dziką ekspansję kształtów, kolorów i zapachów 🙂

Nika Borowska

psychoedukatorka wedyjska (Sattvavaja)
praktyk Ajurwedy
coach zdrowia

sesje psychoedukacyjne 1:1/warsztaty (TI)